piątek, 30 listopada 2012

Keratynowe i chemiczne prostowanie włosów


Opisze dzisiaj moje doświadczenia z keratynowym prostowaniem włosów. W styczniu tego roku dowiedziałam się o zabiegu, który odżywia włosy a jego cechą "uboczną" jest prostowanie włosów. Byłam trochę sceptycznie do tego nastawiona ale fryzjerka w salonie, który te zabiegi przeprowadza zapewniała, że włosy po zabiegu są odżywione i proste. Prostowałam włosy za pomocą prostownicy od 15 roku życia, więc można się domyślać, że byłam tą wiadomością zachwycona. Zapisałam sie bardzo szybko na wizytę i około 20 stycznia wykonałam pierwszy zabieg. 

Zdjęcie przed zabiegiem:



Włosy po zabiegu były dość mocno wysuszone na szczotkę, dlatego wydawały się dość proste. 

Zdjęcie po zabiegu:



Potwierdzam, że zabieg bardzo odżywia włosy, widać to odrazu. Włosy sa błyszczące i wyglądają na zdrowe. Są jakby odbudowane i wygładzone. Jeśli ktoś jednak myśli, że ten zabieg wyprostuje włosy to niestety się zawiedzie. Ja faktycznie przestałam używać po nim prostownicy, ale tylko dlatego, że takie zdrowo wyglądające włosy mi sie podobały, mimo że nie były proste. Po około 3 miesiącach zdecydowałam sie powtórzyć zabieg. Niestety był to błąd gdyż wykonałam go za szybko i strasznie obciążył mi włosy. Włosy straciły objętość i wyglądały na ciężkie.
 Podsumowując, zabieg jak najbardziej polecam ale w celu poprawy kondycji włosów, a nie ich wyprostowania. Powinien sie nazywać keratynową odbudową a nie prostowaniem, bo zabieg nie jest tani ( w zależności od długości od 400-700 zł) a wprowadza w błąd. 

Chemiczne prostowanie

Po około 3 tygodniach po drugim zabiegu, będąc za granicą skusiłam się po wcześniejszym doświadczeniu znajomej do wykonania prostowania chemicznego. Internet pełny jest negatywnych opinii o nim, czego kompletnie nie rozumiem. Zabieg podobno ma całkowicie niszczyć włosy i jest ogólnie niepolecany. Ja mam odmienne zdanie. Oczywiście zabieg sam w sobie nie jest dobry dla włosów, ale jeśli są w dobrej kondycji, a takie były moje po keratynowej odbudowie, to wpływ chemicznych substancji jest niezauważalny. Należy jednak pamiętać o tym, że ten zabieg pozwala na stałe  zrezygnować z prostownicy. Ja jej nie miałam w rękach od stycznia, a zabieg chemicznego prostowania przeprowadzałam w kwietniu. Po zabiegu włosy są idealnie proste. Minęło już 7 miesięcy, a efekty wciąż są  widoczne.  Teraz po myciu wystarczy wysuszyć włosy lub pozwolić wyschnąć samoczynnie. Bez względu na to co z nimi robimy pozostają proste. Oczywiście nie ma możliwości ich skręcić, to jest jedyny minus, no ale coś za coś, mi to na szczęście nie przeszkadza. Ciężko jest też stworzyć jakąś wyszukaną fryzurę bo włosy są poprostu ciężkie, mało poddatne i proste. Jestem w 100% zadowolona, że się zdecydowałam, bo po zrezygnowaniu z  prostownicy włosy są w dużo lepszym stanie, nie wspomnę już o zaoszczędzonym czasie. Włosy nie kręcą sie nawet na deszczu. Oczywiście prostowanie chemiczne jest rownież dostępne w Polsce, ja akurat miałam przeprowadzane na niemieckiej marce Indola, która napewno jest dostępna. Koszt to około 200-300 zł. 


Jestem zadowolona z efektów zarówno "prostowania" keratynowego jak i chemicznego. Po pierwszym włosy są zdecydowanie odbudowane i zdrowsze, a po drugim proste w 100% i można odłożyć prostownice na długie miesviące. 


Poniżej aktualne zdjęcie po 7 miesiącach od chemicznego prostowania. Nie widać żeby były zniszczone, wręcz przeciwnie, zauważyłam mocną poprawę ich kondycji i wyglądu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz